Jesteś tutaj

Jasełka 2014 - Podsumowanie

Chrystus się narodził i… co z tego?

W każdą niedzielę okresu Bożego Narodzenia w sposób specjalny zastanawiamy się w liturgii Mszy świętej nad fenomenem Wcielenia. Dwudziestego szóstego stycznia w szczególny zaś sposób ta tajemnica towarzyszyła członkom Wspólnoty Słowa Sykomora, którzy nieco wbrew duchowi co środowych spotkań (na które zapraszamy do Białego Domu ok. 19.00) postanowili wcielić się w postaci pastuchów i królów, zmierzających, by oddać pokłon nowonarodzonemu Panu. A by bożonarodzeniowa opowieść stała się bliższa współczesnemu odbiorcy, usłyszeliśmy także głos zapracowanego biznesmena i dresiarza, usiłujących przekonać do swojego hedonistyczno-materialistycznego światopoglądu zbierającą materiał dziennikarkę. (Jasełka bowiem przygotowano w konwencji sondy ulicznej dotyczącej wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat). Ta część przedstawienia wzbudzała u oglądających chichot – trudno nie uśmiechnąć się choćby pod nosem, gdy słuchamy pijackich monologów lub obserwujemy ludzi tak zapracowanych, że niedostrzegających swego pracoholizmu.
Mimo iż całość zdecydowanie odbiegała od konwencji przedstawień Bożego Narodzenia, zachowano to, co w tej cichej nocy było najważniejsze: delikatną obecność Maryi, opiekuńczość Józefa, milczenie Nowonarodzonego – nawet w obliczu stanowych swarów pastuchów z królami. Ta część jasełek okazała się chyba najmocniej zakorzeniona w karnawałowej estetyce świata na opak, w którym ubodzy pastuszkowie okazują się domorosłymi spryciarzami i mogą rywalizować nawet z mędrcami. Dodatkowo sytuacyjny komizm wydobywała także zastosowana technika ruchu scenicznego (o ile w przypadku głównej nawy bazyliki można użyć tego określenia). Slow motion, choć wymagający – przyznajmy – „doćwiczenia synchronów” doskonale oddawał gestem poetykę dialogów. Taki repertuar środków scenicznych podkreślał tylko to, że wspólnota zdecydowała się wystawić jasełka niekoniecznie dla dzieci i niekoniecznie z dziećmi w obsadzie.
To, co sprawiło mi największą trudność w odbiorze (a jednocześnie stało się inspiracją dla tego tekstu publikowanego przecież podczas Wielkiego Postu) to zamykający już przedstawienie filmik z flash-moba, w którym chór Alphabet Photography w restauracyjnym ogródku w jakiejś galerii handlowej wyśpiewuje introdukcję z wielkanocnego oratorium pt. Mesjasz  Georga Friedricha Haendela. Zresztą, jasełka rozpoczynają się od wyśpiewania tego tak charakterystycznego „Alleluja” przez anioły obwieszczające światu pax Domini de nativitatis. W pierwszym odruchu zrodziło się pytanie: Dlaczego wielkanocne oratorium do jasełek? I ta propozycja, może nie do końca świadomie wprowadzona w takim właśnie zamiarze, okazuje się także aktualna podczas rozważań przygotowujących nas na poranek Zmartwychwstania. Kiedyś Chrystus się narodził, może nawet zmartwychwstał, lecz co z tego?! Czy tak poza konwencją świętowania – tak jak poza konwencją mówienia o Bożym Narodzeniu okazały się jasełka Wspólnoty Słowa Sykomora – interesuje mnie fakt, że Jezus Chrystus zmartwychwstał? Prawdziwie zmartwychwstał dla naszego zbawienia.

































































Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer